bułka paryska/bułka wrocławska

bułka z wrocławia leży w kuchni na blacie, bo nie było w ciągu dnia okazji, żeby ją skonsumować. chleb z paryżu leży na półeczce w szafce, bo pierwsza półeczka w szafce nad zlewem będzie półką na chleb i herbatę. wieża ajfla świeci reflektorem jak latarnia morska (nie, nie widzę jej z okna, teraz. widziałam wcześniej jak byłam w gościach, gdzie z okna ponad blokiem po drugiej stronie ulicy było widać jej czubek i ten reflektor było widać). dziś odbyłam pierwszą wizytę w lokalnym spożywczaku (pani w kasie przede mną, w sieciówce, o ile dobrze podsłuchałam, powiedziała "reszty nie trzeba", a kasjerka powiedziała "dziękuję". do teraz zachodzę w głowę czy źle podsłuchałam, czy ta reszta to były dwa centy, czy jednak jest to kraj, w którym kasjerce daje się napiwek), jutro pierwsza podróż metrem. i tak oto minął pierwszy dzień reszty mojego życia. :)


published: 2012-01-20 00:42:56
skomentuj(1)

make life bearable: pisanie magisterki

spójrzmy prawdzie w oczy, mogłabym w ramach kariery zawodowej zostać kasią tusk. mogłabym w sensie chciałabym ;) więc jeśli ktoś jest zainteresowany sponsorowaniem mnie w zamian za nieco żenujące wzmianki na blogasku, zapraszam. może to być nawet pasztet profi (jestem znana z jedzenia kanapek z pasztetem).


nie wątpie, że ktokolwiek, kto trafiłby tutaj jako czytelnik byłby w stanie i bez takiej notki się ogarnąć, ale ja zapiszę sobie na przyszłość kilka złotych myśli, bo może kiedyś jeszcze będę coś pisać.


oczywiście, przedstawiony poniżej plan, jak każdy model, odnosi się do określonych warunków, tu: aby dokonać dzieła ASAP, powiedzmy w dwa tygodnie (całe dwa tygodnie, nie dwa tygodnie robocze) należy wziąć L4/urlop z życia i napierać dzień i noc.


wyznaczenie deadline'u.


nóż na gardle jest najlepszym motywatorem. deadline musi być datą dzienną, najchętniej już zaistniałą w świadomości innych ludzi i administracji. bo do momentu, kiedy jest to data "wiosną" lub "w marcu", jest wiele minut do spędzenia na wszystkim innym. bo jak się okazuje, że jest czas tylko do 12 marca, to nagle jasnym się staje, że to tylko xx dni, a przecież w tym czasie są jeszcze różne innej maści zobowiązania, więc jakby, już jest za mało czasu = trzeba dziubać.


najmniejsza linia oporu.


oczywiście, jeśli czyta to człowiek ambitny, to w tym momencie skacze mu ciśnienie, robi się czerwony i krzyczy przekleństwa. ale moi drodzy, jeśli szczera odpowiedź na pytanie chcesz napisać pracę magisterską czy chcesz dostać nobla? jest inna niż MGR, no to bardzo mi przykro, trzeba cierpieć katusze. ale pragnę zauważyć, że (w naukach humanistycznych) prace mgr są generowane w takim nakładzie, że raczej nikt nie pokłada nadziei w ich autorach, aby mieli coś wspaniałego i nowatorskiego popełnić. mgr trzeba napisać i obronić. wiadomo, najmniejsza linia oporu, nie oznacza braku pracy, niestety, tak to się nie da. (da się, widziałam w internecie, ale przecież ani nikt z Was, ani ja nie znamy człowieka, który posunąłby się do tego, żeby kupić napisaną już pracę) najmniejsza linia oporu w tym wypadku oznacza: chillax, nawet jeśli w twojej głowie kłębią się miliony myśli, nie musisz napisać O WSZYSTKIM. w tym pomaga także


PLAN PRACY/KONSPEKT.


zapewne dużo mniej stresu i chorobliwej, lękowej prokrastynacji musiałabym przejść, gdybym miała napisany plan. bo jak ma się napisany plan od samego początku, to można sobie także ustawić grafik, że w tym tygodniu napiszę to, a w przyszłym to. i nie wisi na tobą PRACA MAGISTERSKA, tylko takietam rozdział o tym albo o tym, albo coś jeszcze innego, co zdarzyło ci się już w czasie studiów popełnić, swobodnie, na noc przed terminem. mając plan pracy możesz też wypisać sobie parę kluczowych hasełek, z którymi idziesz do biblioteki i szukasz:


Bibliografii.


Fakt, ja przez pięć miesięcy, oprócz hardkorowej prokrastynacji, która pozwoliła mi na rozwinięcie umiejętności kulinarnych, ale i poczucia winy i stanów lękowych, zajmowałam się czytaniem całej bibliografii świata, którą sobie rączo i ochoczo skserowałam przy pierwszej i drugiej wizycie w bibliotece. ten proces inkubacji i dojrzewania do tego, żeby a)napisać plan pracy i b)zacząć pisać pracę był najdłuższą częścią mojego "pisania mgr", który min. zabrał mi lato i wakacje, bo nie wybyłam na żaden wywczac, gdyż dzień w dzień czytałam/gotowałam/gapiłam się w pusty plik. wydaje mi się, że można takiego stadium uniknąć. zacznijmy od tego, że kluczowe słowo znajdujące się w tytule pracy obczajamy w słowniku/encyklopedii danej dziedziny, dzięki czemu dostajemy do ręki "klasyków", którzy się daną tematyką zajmowali. wiedząc kto pierwszy o tym pisał, można wziąć do rąk kilka klasycznych cudeniek i przewertować je poszukując jakichś interesujących przez pryzmat planu, treści. następnie, po tym jak juz poobczajaliśmy w katalogu hasło przedmiotowe wybieramy sobie x pozycji, ewentualnie idziemy do archiwum i szukamy prac magisterskich/doktorskich na podobne tematy i obczajamy jaką inni mieli bibliografię (ja tego nie zrobiłam, bo dowiedziałam się, że tak można dopiero jak składałam pracę do rejestracji i zastanawiałam się komu ach komuż miałaby ona być w tym archiwum udostępniona, ale przede wszystkim potrzebna???!). mając ileśtam pozycji ogarniętych, kodując w głowie konspekt pracy, wertujemy źródła tak, aby do każdego podpunktu w konspekcie się coś znalazło w minimum jednej pozycji i heja. mając paru klasyków i trochę współczesnych autorów, to tyle, nie ma co brnąć i szukać szukać szukać. ja przy pierwszej i trzeciej wizycie w bibliotece nie udało nam się dotrzeć do czegoś, znaczy, że wydawnictwo nie zadbało by była pozycja odpowiednio oznaczona, by ją znaleźć w katalogu - bo nie było to nic koniecznego do odnalezienia. +jak gdzieś cię odsyłają do kolejnej pozycji, ale ty już masz coś na ten temat ogarnięte, to nie szukaj dalej, bazuj na tym co już masz.


źródła/pomoce nie-bibliograficzne.


naturalnie, pisanie wszelkiego rodzaju ułatwia BRAK INTERNETU(/ZABLOKOWANY FEJSBUK, 9GAG I RESZTA).

choć z drugiej strony SŁOWNIK SYNONIMÓW do napisania pracy z dziedziny humanistycznej wydaje się nieodzowny. ja załatwiałam to tak, że słowa, które mi się powtarzały lub chciałam zmienić zapisywałam capslockiem i zaznaczałam na czerwono, przez co mogłam do nich wrócić w momencie, w którym już nie byłam w stanie PISAĆ, ale mogłam SZUKAĆ SYNONIMÓW.

BIBLIOTEKA jest o tyle pomocna w pisaniu pracy, że nie ma w niej łóżka, kuchni, telewizora, własnej podłogi, na której leżenie jest bardziej przystępne psycho-fizycznie niż pisanie mgr. w bibliotece możesz przyciąć komara na biurku, ale nie będzie to na tyle wygodne, żeby trwało więcej niż kwadrans. + w bibliotece nikt nie będzie cię zachęcał/kazał/prosił o zrobienie miliona innych rzeczy.


samo pisanie może wydawać się nieosiągalne lub za trudne także wtedy, kiedy nie masz zielonego pojęcia jak wygląda praca mgr. oczywiście, bardzo możliwe, że na wszystkich innych uczelniach i kierunkach ludzie po pięciu latach studiów jednak wiedzą jak wygląda mgr. no ja nie byłam pewna. więc gdyby nie PRACE INNYCH LUDZI, na tematy inne niż mój, ale z tej samej dziedziny, to nie wiedziałabym ile ma być rozdziałów, jaki jest ich podział, jak zacząć, jakie są zdania przejściowe, jakim okrągłym zdaniem rozpocząć/zakończyć pracę.


triczki.


napoje energetyczne według mnie działają głównie na zasadzie placebo. ale jakież skuteczne jest to placebo. jako że liceum już dawno za mną, mój wybór padł na inny energetyk, którego nazwy nie podam, bo mnie nie sponsorują przecież, ale dla mnie jest to 'sok z gumijagód', bo jest fioletowy. nie bez znaczenia, był też fakt, że puszka tego akurat napoju sprzedawanego przez kokakolakompany kosztuje 3.29 zł. więc dwa burny na dzień swobodnie mieszczą się w budżecie na posiłki. energetyki są zazwyczaj zimne, o dziwnym smaku, mają sto kilo cukru w kropli i takie ostre bąbelki, przez co już pierwszy łyk pobudza organizm do walki. zwłaszcza o zęby i o przewód pokarmowy.


+ pisz w odstępie 1, a od czasu do czasu, kiedy zechcesz sprawdzić 'ile już mam?' spłynie na ciebie sama radość ;)

+ KROPKI STAWIAJ PO NUMERKACH PRZYPISÓW. nawet jeśli wydaje ci się, że inaczej wygląda ładniej lub bardziej odpowiednio.

+ jak masz fragment lub rozdział z dużą liczbą tabel czy rysunków, to odrazu twórz sobie wordowy wykaz, bo potem to jest upierdliwe to wszystko po kolei dodać do spisu i jeszcze spisać numery stron. serio.



podsumowując,


uratują nas tylko przerażenie, że nie zdążysz, energetyki, czekolada (dla osłody i pracy mózgu), brak netu, grube nakurwianie, biblioteka i umawianie się w niej z kimś, kto też pisze pracę, co nie pozwoli rano zrezygnować z wyjścia z łóżka, żeby nie wystawić przyjaciela do wiatru.


bo to się serio da, tylko trzeba usiąść i napisać.


published: 2012-01-12 18:41:40
skomentuj(2)

listopad

od dwoch miesiecy remont domu moich rodzicow jest juz na ostatniej prostej, ale nieustanny kontakt z popularnymi stacjami muzycznymi prezentuja mi panowie ocieplajacy dom obok. wniosek jest jeden: choc najprawdopodobniej najczesciej granym wykonawca byla adele, zdecydowanym hitem minionego lata jest moves like jagger. dzien bez moves like jagger to dzien stracony.

a przechodzac do rzeczy. chodzilam na takie zajecia (teraz musze wyciagnac indeks z szuflady i go przekartkowac) śmierć w ujęciu historycznym i antropologicznym i oprócz fascynujacych faktow z historii pochowkow i cmentarzy, byly tez jedne zajecia nt smierci w sieci. i ja chyba nawet na nich nie bylam, tylko bylam na jakichs nastepnych... albo wlasnie nie bylam tylko na zaj. dotyczacych cmentarzy w sieci, a smierci w ogole tak? nie pamietam. w kazdym razie, te zajecia, na ktorych nie bylam, to napewno byly te zajecia, na ktorych grupa fakultetowa na etnologii wypracowala ten odpowiedni sposob zachowania w sytuacji, ktora sprawia mi pewien, nie klopot, a dylemat aktualnie.
no bo. jak mamy czlonka rodziny i on umiera, to teoretycznie, wydawaloby mi sie, ze powinno sie usunac jego profil z portali spolecznosciowych. (bo ja np. jakos tak sie niezrecznie czuje jak przychodzi przypomnienie, ze dziewczynka, ktora umarla ma miec jutro urodziny.) ALE. jak to jest fanpejdż to czy tez trzeba? bo taki fanpejdż moze byc miejscem, do ktorego bedziemy sie udawac w nanosekundowych momentach zadumy dopadajacych nas podczas wertowania sieci, obczajania pudelka, szukania info do pracy i innych. no bo. no nie bede juz pisac opisow w imieniu Barnulka, ale przeciez nie moge usunac jego fanpejdża, bo przeciez on byl nie tylko moim, ale i Waszym, ogolnodostepnym bohaterem dnia codziennego. i teraz jest mi tak smutno.


published: 2011-11-10 14:25:52
skomentuj(1)

cykl życia

<anegdotka wstepna>kupowalam ostatnio cienkopis w empiku i przydarzyla mi sie rzecz calkiem niespodziewana. mianowicie, szara rzeczywistosc, uplyw czasu oraz rozne inne ze zbioru 'cliche' walnely mnie, ze tak powiem, prosto i bez pardonu w sam ryj. otoz tej jesieni empik wypuscil serie zeszytow, na ktorych okladkach widnieja psy i koty wystylizowane na rozne gwiazdy. i kiedy ja zachodzilam w glowe, ktory z wielu czarnych cienkopisow wybrac, mego ucha dopadla konwersacja, a wlasciwie chyba monolog nastolatki, ktora wraz ze znajomymi rowniez pojawila sie na papierniczym stoisku empiku (mysle, ze empik powinien mi dac jakis kupon upominkowy, tyle razy uzylam juz ich nazwy. jestem prawie, ze Kasia Tusk swiata geekow + biorac pod uwage poczytnosc mojego blogaska posrod klientow lub potencjalnych klientow omawianego sklepu, powinni mnie uczynic conajmniej królowa dzialu marketingu (nie tak bardzo) szeptanego ;).
xx: ej, umiecie wszystkich poznac?
xx: snoop dogg, adele, michael jackson...
xy: john lennon, to napewno john lennon
xx: no tak
...
i wtedy dopadlo mnie, ze ja przeciez juz widzialam wczesniej te zeszyty i chwila chwila chwila... ADELE? AUDREY HEPBURN. OMG dla nich to jest Adele!
w tym momencie moje serce i dusza rozdarly sie na pol, zachichotalam troche radosnie, a troche nerwowo w duchu, bo jaktoto, czy mozna nienaprostowac mlodych ludzi, ktorzy naturalnie, slusznie rozpoznaja stylowe Adele, nie wiedzac jednak, ze stylowa Adele jest jednak stylowa Holly Golightly(klik)? ale czy w ogole nalezy sie mieszac? ILE JA MAM LAT, ZEBY BYC TA STARA KOBIETA, KTORA SIE WTRACA W KONWERSACJE?! totez ugryzlam sie w jezyk i postanowilam przezywac te sytuacje w srodku tej doroslej osoby nie przynalezacej do swiata mlodych, ktora sie na tych sekund piec stalam. w zwiazku z czym pisze o tym na blogusiu ;) </anegdotka wstepna>

a skoro jestesmy przy doroslosci, to wiadomo nie od dzis, ale zawsze warto powtorzyc: nie jest lekko.
przyszla jesien, niekontrolowane napady placzu, wzmozony apetyt i sklonnosc do melancholijnego spogladania w sufit. ale ja wcale nie o tym.
chcialam wyrazic swoj sprzeciw oraz brak zrozumienia dla wszechogarniajacych, zewszad dostepnych, choc nie zawsze wiadomo przez kogo sprecyzowanych, wysokich wymagan (glownie wobec mnie. znaczy wobec innych tez, ale te wobec mnie to mnie tak do zywego dotykaja ;). bardzo sie ciesze, ze moi znajomi, przyjaciele, tlumy ludzi z mojego pokolenia osiagaja wiecej. tylko nie bardzo rozumiem, czemu i ja musze. czemu niebezposrednio, ale defaultowo moje otoczenie (wiedzcie, ze nie jest to atak na nikogo z Was ani tez w ogole na zadna konkretna osobe) nie akceptuje faktu, ze moim ulubionym zajeciem jest konsumpcja? wiadomo, bycie producentem jest super, sie cos daje od siebie i w ogole. ale ja nie bardzo mam co i nie bardzo mam ochote, skoro jest tylu ludzi do okola, ktorzy sie doskonale odnajduja w tej roli. czemu mam poczucie bezustannej presji naginajacej sie w strone obowiazku osiagania, piecia sie wyzej, zdobywania, osiagania sukcesu? (hihihihihi, cisnie sie na usta: bo mam paranoje :P) przeciez ten sukces, w jakiejkolwiek by on nie byl dziedzinie, to jest straszna orka i sam stres. prawda, czesc presji naturalnie bierze sie z tego, ze ja na nia jestem podatna bardziej niz statystyczny czlowiek, jak rowniez z tego, ze rzeczy, prawda, proste, elementarne wrecz jak np. napisanie pracy mgr zajmuja mi wiecej czasu niz innym. ale przeciez sie staram i robie to conie. i zaluje bardzo, ze moge byc tylko samozwancza krolowa prokrastynacji. bo to juz by bylo jakies osiagniecie conie. w kazdym razie, jasno chcialam zakomunikowac, ze moze to pusty frazes, hih nawet jak nie, to i tak zenada, ale jesli liczy sie droga, a nie dojscie do celu i ktos z odbiorcow blogusia mialby potrzebe chwilowo poprawic sobie jakosc zycia dzieki nie mysleniu oraz ochote przekonac sie o fantastycznosci drogi, polecam przyrzadzanie szalonych potraw oraz robótki reczne, a dla tych, ktorzy moga sobie i na to pozwolic lezenie na miekkim dywanie, chocby w sklepie.


published: 2011-09-25 23:34:58
skomentuj(2)

klamra

nie ogarniam tej klamry kompozycyjnej. na wczorajszej ustawce z okazji ostatniego egzaminu gral dj filip na surowo, ten sam dj filip, ktory sto lat temu gral w szeptach. ten sam dj, uzywajacy tej samej play listy zdaje sie, bo owszem, tak jak i te sto lat temu, tak wczoraj polecialo dwa razy balkan beat box i hava nagila. hava nagila mnie dobila, poniewaz klamra kompozycyjna ma to do siebie, ze cos zamyka. wiec nie ogarniam tej kompozycji, bo nie zgadzam sie na zadne zamykanie czegokolwiek. i tylko dzieki temu, ze mowilam sobie pod nosem "nie, nie, nie. jeszcze nikt sie nie obronil. jeszcze cale mnostwo ustawek przed nami" nie poryczalam sie w glos w tej taksowce do domu, tylko po dwoch lzach sie jednak sila woli postanowilam powstrzymac. bo przeciez juz sie nie moge doczekac az sie obronie i bede wolnym czlowiekiem, ktory stojac przy barze nie wpada w atak paniki ze wzgledu na studia. ale jednoczesnie, jakto panie jakto? jak nie studia to co? jakie znajdziemy okazje do bycia totalnie dostepnym na wieczor w miescie? nie ogarniam tego, a wrecz odrzucam jakikolwiek koncept konca. seriously.

bo moze ta winampowa playlista filipa bedzie poprostu leitmotivem naszego zycia?


published: 2011-06-17 14:49:16
skomentuj(5)

żabie udka

szybki off topic na wstępie: unicat to b. miła galeria na odrzańskiej 6a we wrocławiu. urocza ceramika, szalone szkice i cudowne suweniry w postaci koralików. polecam.

koincydencje. prawdopodobnie, gdybyśmy w szkole średniej nie przemaglowali motywu koincydencji u Kundery ze wszechstron, termin ten nie wyryłby mi się w sercu tak mocno (była jakaś taka melorecytacja/poezja śpiewana, w każdym razie skojarzyło mi się, że coś o wyryciu w sercu+Anna Maria Jopek+Michał Żebrowski*). a wyrył się jednak na tyle mocno, że pięć lat po ukończeniu liceum, jadąc pociągiem, "no tak, koincydencja" jest moją reakcją myślową na zaistniałą sytuację.
po dłuższym jednak zastanowieniu, dochodzę do wniosku, że to jednak fate. bo tak, owszem, to ja jestem tą osobą, która jedzie pociągiem z warszawy do wrocławia, pan, który wyemigrował z wrocławia 55 lat temu też tym pociągiem jedzie, fakt, że jedziemy w jednym przedziale to koincydencja (ostatnio wkradła mi się koincydencja w jakiejś niezobowiązującej dyskusji. niezobowiązująca dyskusja była o tyle zobowiązująca, że prowadzona z doktorantem z filozofii, którego precyzyjność terminologiczna, z lekką nutką mojej awersji do konfrontacji, doprowadziła mnie do tego, że zrezygnowałam z koincydencji na rzecz, wybranego przez niego przypadku. jednak tym razem to koincydencja, bo jak rozumiem ten termin odnosi się do zajść występujących wspólnie choć niezależnie. a tak to właśnie było w tym pociągu). fate przychodzi na myśl, bo pan te 55 lat temu wyemigrował z wrocławia nie gdzie indziej niż do tel avivu. oczywiście, to niczego nie dowodzi, ale jako zjawisko powtarzalne, przeradzają się te koincydencje w jakiś nieregularny jeszcze, ale pattern, a to już w moim prostym świecie podstawa do rokowania o przeznaczeniu ;)
pattern, dlatego że do pana, który pozostaje bezimienny, bo niestety nie był jakoś super rozmowny (nie dało się casually wrzucić do rozmowy niezobowiązującego zapytanka, czy nie pamiętałby nikogo o nazwisku mojego dziadka), dokłada się kilka lat wcześniejsza koincydencyjka pociągowa. mianowicie, w drodze z wrocławia do krakowa, gdzieś w gliwicach czy zabrzu (chyba jednak w zabrzu), siedząc samotnie i swobodnie jako jedyna osoba w przedziale (to musiało być b. dawno temu, bo mam wrażenie, że miejsca były numerowane, ale na trasie wro-krk nigdy nie było linii intercity. były kiedyś takie czasy, że w tlk były miejscówki w 2 klasie conie???) dojrzałam przez okno głośną grupę nastolatków na peronie. i stało się jasne, że moja spokojna podróż dobiegła końca. pojawiło się zaś pytanie skąd przyjechała ta oto radosna pół śniada nastoletnia grupa? obserwując ich przez okno, obstawiałam portugalię. nie dalej jednak niż trzy minutki później, zgodnie z przewidywaniami dosiadła się do mnie szczęśliwa gromadka nastolatków... z izraela. jakby się tak głębiej zastanowić, to spośród wszystkich (nie są to coprawda ogromne liczby, ale jednak) studentów i absolwentów judaistyki we wro, to ja (a może też komuś innemu się coś takiego przytrafiło? wątpie trochę.) jestem tą osobą, która w przerwie udając się do hali targowej celem nabycia jakiegoś szybkiego pożywienia spotyka przed halą wycieczkową grupę z izraela (z której tylko jeden pan pochodził z wrocławia).

czyli jednak fate. dobrze, że udało mi się to uzgodnić z samą sobą.

miałam potrzebę (obok zabezpieczenia się przed automatyczną kasacją bloga ze względu na brak aktywności) podzielenia się tym tokiem myślowym. miałam też potrzebę podzielenia się uwagami na temat męczenia się, wymęczenia i zmęczenia materiału, ale już się zmęczyłam pisaniem i jakoś odeszła ochota.


offtopic na koniec/konkretna pointa
: pamiętajcie, jedzcie buraczków dużo, bo ja w ostatnim kwartale jadłam mało i nabawiłam się jeszcze głębszej anemii.


_______
(*) jak do obrazu rycia czegoś w sercu dodałam jednak werbalizację, owszem tak, udało mi się skumać, że melorecytacja, poezja śpiewana, adam mickiewicz głównie ;)


published: 2011-05-12 11:15:41
skomentuj(3)

u make me feel like danzig

1. happy birthday ewko! czas moze i leci nieublaganie, ale umowmy sie, ze nas to nie dotyka i w analogicznej sytuacji do Twoich uro 6 lat temu, dzis najprawdopodobniej zachowalybysmy sie tak samo ;)

2. solec 44. oto adres possibly najdoskonalszej miejscówki na quality time z bliskimi, na plotki, na piwo, na obiad, na urodziny i na obserwacje uczestniczaca ukryta. nie bede dokladniej nakreslac specyfiki tego miejsca, bo to jednak trzeba poczuc, dlategotez ciekawych zapraszam do eksploracji tematu. (a, no i nieoceniony bonus tego miejsca jest tez taki, ze jest BLISKO :D).

3. wiadomo, jestem geekiem i doskwiera mi rowniez OCD. majac to w pamieci, zastanowmy sie wspolnie czy ja mam jakichs znajomych o stalych numerach ip z danii i niderlandow? bo takie kwiatki mnie zaskoczyly w statystykach...


published: 2011-01-12 16:56:21
skomentuj(10)




 































archiwum [ukryte]:


sie (nie) poczuwam:
The current mood of agrafkaa at www.imood.com

hosted by:

best viewed @: 1024x768