|
liścio zdmuchiwarka
siedzenie samemu, zwłaszcza na przełomie października i listopada, nie
wpływa korzystnie... prawdopodobnie na nic. no, chyba żeby przewrotnie
ująć to w odwrotny sposób - siedzenie samemu, zwłaszcza na przełomie
października i listopada, dodatnio wpływa na rozwój syndromu wypalenia.
życiowego.
musi być już bardzo zaawansowana noc polarna, bo mój własny smutny żart mnie bardzo śmieszy.
anyway.
(<parenteza>zszokowało mnie ostatnio, czyli jakieś dwa tygodnie
temu, że kogoś może kłuć lub w każdym razie, że ktoś może zauważać i
zwracać uwagę na użycie anyway jako słowa było nie było (=anyway?)
obcojęzycznego. w związku z tym pragnę nadmienić, że nie jest to
snobizm, lecz naleciałość, złe, lenistwem dyktowane przyzwyczajenie,
którego nikt w porę nie wyplenił. ułomność czyli.</parenteza>)
notkę tę wbrew pozorom sponsoruje literka z jak zabawa, a nie jakby można było przypuszczać s jak smęty.
z jak zabawa, ponieważ oto dziś rano bardzo przednio bawiłam się rtęcią.
(<parenteza>tak oto sprzedałam pointę tej historii, a jak wszyscy
wiemy moje historie należą do gatunku długich historii z krótką, jeśli
w ogóle, pointą, zatem niecierpliwym widzom życzymy dobrej
nocy</parenteza>).
ale jak można się domyślić, do wspomnienia dobrej zabawy jest też
anegdotka. anegdotka jest taka, że drugi tydzień siedzę w domu i
choruję. no dobra, drugi tydzień z przerwą na limud, z którego wróciłam
ze świetnym samopoczuciem, które tuż po zmierzeniu temperatury
zamieniło się w taką gorączkę, że jak się przewróciłam próbując
odkaszlnąć to przez kolejne 3 minuty usiłowałam wstać z podłogi. ale
spoko z podłogi podniosłam się do łóżka, conie. w każdym razie dopiero
od tego powrotu i tego śmiesznego odkrycia gorączki, czyli już po
jednym tygodniu spędzonym w domu, zaczęłam codziennie mierzyć
temperaturę. no i tak dziś rano chciałam zmierzyć w związku z czym
wywiązała się między mną a moją mamą pogawędka o tym, że unia
europejska wycofuje już termometry rtęciowe, bo nie ma metody
utylizacji rtęci i jest trauma. to stwierdzenie oczywiście wywołało
moje wzburzenie i szereg pytań takich jak: ale przecież takie
termometry rtęciowe się chyba nie przeterminowują? a co z rtęcią z
żarówek? i jakto nie ma? i jakto klasyczne, dobre termometry będą miały
bana skoro nikt nigdy nie widział dobrze działającego termometra
elektronicznego? i na takie pytania oczywiście można sobie odpowiedzieć
samemu. albo samemu właśnie nie odpowiedzieć. (<parenteza>no
dobra, oprócz tego o rtęć z żarówek, więc according to mama żarówki z
rtęcią też mają mieć bana</parenteza>), ale wniosek z naszej
pogawędki był taki, że co ta unia, coza wymysły, że przenigdy nie
zrezygnuję z tegoż oto termometru rtęciowego. po czym nie wiadomo jak,
wyciągając energicznie spod pachy, jak grom z jasnego nieba, własną
chorą ręką prawą o własną chorą rękę lewą zdaje się, ostatni w domu
termometr rtęciowy rozbiłam.
a potem był już tylko fun. bo rtęć jest super. bo te maleńkie
kuleczynki łączą się (!!) wdzięcznie w większą kuleczkę. a ta kuleczka
jest taka super śmieszna, że jak się ją włoży na kartkę i próbuje
gdzieś zanieść to ona pewnie wprawiana w ruch przez drżenie rąk, ale
bardzo śmiesznie szalenie się trzęsie i ucieka i spada z kartki i plask
rozpryskuje się z powrotem na dywanie w mnogość tych mniejszych
kuleczynek. i zapewne jest to zabawa jednorazowa, bo za drugim razem
już może nie śmieszyć + tylko dla ludzi, którzy mają odkurzacz, bo
wszystkich tych kuleczynek przyłączyć do tej kuleczki oczywiście się
nie da, niemniej jednak bardzo mi się podobało i nie wiem skąd się
bierze ta zakodowana z dzieciństwa trauma, że oboże jak zbita żarówka
to uwolniona rtęć omatkohuto armageddon.
published: 2009-10-30 00:42:42
skomentuj(3)
o ustepowaniu drogi na ulicy
(dzis tytul jest prosty i jasny, bo sprawa iscie filozoficzna, a zatem, by latwo sie nastepnym pokoleniom szukalo tego w archiwach, prosto byc musi)
wiec rozumiesz, izrael. jerozolima. wyobrazasz sobie, ze mogloby zdarzyc sie tak, ze ustapisz komus drogi na chodniku. w twoich wyobrazeniach, jako, ze to jerozolima, widzisz, ze tym, komu ustepujesz drogi jest na przyklad orto matka z gromadka dzieci, wzglednie nie-orto matka/ojciec z jednym dzieckiem w wozku, ewentualnie pan w futrzanej czapce, co sie spieszy i musi mu byc goraco w tym czarnym plaszczu w poludnie, byc moze jest to kolumna wycieczkowa z jakiejs religijnej szkoly dla dziewczat. rozne sa mozliwosci. te mozliwosci obrazowac moga leki, nadzieje albo zwykle prognozy.
izrael, jerozolima jednak, jako miasto szalenstw religijnych, zaskoczyc potrafi na kazdym kroku. nawet niepewnym kroku po chodniku. takim oto niepewnym krokiem poruszasz sie, a wlasciwie poruszalam sie ja, kiedy to dzis wieczorem, idac sobie w krotkich spodniach i baletkach, zaczelam skakac po chodniku czym predzej w bok, choc raczej w amok, poniewaz intynktownie musialam ustapic drogi DZIESIECIOCENTYMETROWEMU karaluchowi. rozumiesz. jerozolima, spacer wrzesniowym wieczorem, karaluch agresywnie przecinajacy chodnik i marta uskakujaca mu z drogi.
taki kop lekowo-adrenalinowy przycmil wszelkie inne wydarzenia zwiazane ze znajdowaniem sie oraz znalezieniem sie w jero.
bo tak, w pradze robilam to, co lubie najbardziej czyli jezdzilam metrem. bo tak, do kolekcji moich kradzionych lyzeczek dolaczyla lyzeczka czeskich linii lotniczych (w swietle faktu, ze bilet kosztowal ponad tysiac zlotych, mysle, ze nie byla to kradziez, lecz raczej bardzo ekskluzywny zakup). bo tak, pierwszy pan, ktory usiadl kolo mnie w busiku z lotniska do jero myzial mnie w tej busikowej saunie wlosami na rekach, a drugi pan troche na mnie spal (ale nie mial tak owlosionych rak, wiec spoko). bo tak, postanowilam/postanawiam rzucic sie w wir wakacyjno turystycznych emocji i czym predzej wyrwac marokanskiego dresa z zelem na wlosach, zlotym lancuchem i siedemnastka braci.
tak. ale to wszystko niknie w obliczu (DOSLOWNIE) dziesieciocentymetrowego karalucha, ktory wedlug siostrzanych relacji, byl stworzeniem MALYM.
biorac to wszystko pod uwage, zamierzam pojsc jutro do zoo i zobaczyc jakie zwierzece atrakcje jerozolima oferuje za pieniadze. ;)
tymczasem borem lasem, jak masz jakies marzenia do nabycia w izraelu lub tesknisz za mna niemilosiernie daj znac na fb, bo jako dziewczyna dobrze przygotowana na podryw, operuje aktualnie izraelskim nr telefonu ;)
published: 2009-09-06 22:12:34
skomentuj(3)
maniac
im dalej w las, tym mam wieksza ochote odpisac pani/panu augustine ohara, co tak do mnie czesto pisze, ze 'masters degree with no efforts.' i 'GET YOUR DIPLOMA TODAY'. okrutnie ubolewam, ze nie darze jednak zaufaniem tej pani/tego pana/tej oferty przez jeden feralny, drobny szczegolik w postaci adresu mailowego 'shebang475'. such a shame, ludzie doprawdy powinni lepiej dobierac niknejmy ;)
published: 2009-06-02 01:14:39
skomentuj(6)
'say it. outloud. say it'
(wypowiedzialam te kwestie ostatnio, przedwczoraj, w swiecie rzeczywistym i calkiem na powaznie, i calkiem bezwiednie. i dopiero dzisiaj zdalam sobie z tego sprawe ;) dzieki B-gu chlopiec, ktory byl adresatem wypowiedzi nie mial skila w tuajlajcie, bo moglby przeciez. moglby, a wtedy ponioslabym miedzykontynentalna albo nawet transatlantycka smierc towarzyska. chyba ze by odpowiedzial 'wampajer' wtedy musialabym go pokochac ;)
<koniec miedzynawiasowej anegdotki wstepnej>
zycie. wiec zycie moi drodzy jakos nie uplywa ostatnio pod znakiem szalenstw lub ekscytujacych przygod stad tez brak blogowych apdejtow oraz odpowiedz nic nowego na pytanie co slychac? i nie wiem skad sie bierze ewentualna irytacja rozmowcow w obliczu takiej odpowiedzi lub, co jeszcze ciekawsze, chec drazenia tematu newsow. bo pod koniec semestru, ze zblizajaca sie sesja, seriously nie ma czym sie ekscytowac w zyciu.
ale tylko w zyciu.
bo deficyt szalenstw w rzeczywistosci rekompensuje sobie pelna pula emocji plynaca z seriali. bo moi drodzy, moze i wiekszosc ludzi potrafi ogladajac film, ze tak powiem stay cool, ale ostatnie 5 minut ostatniego odcinka 5 serii grey's anatomy doprowadzilo do mnie do ataku histerii, kiwania sie na fotelu i jeczenia 'ale jakto? jakto?!'.
a od dobrych 5 odcinkow plakalam jak bobr ogladajac perypetie personelu szpitala seatlle grace. serio.
a w ciagu ostatnich dwoch dni lyknelam pierwsza serie true blood, przed chwila skonczylam ostatni odcinek i nie moge powstrzymac chichotu spowodowanego tym, ze sama siebie wysmiewam, bo TAK mnie wciagnal serial.o.wampirach (if u know what i mean ;).
i musze orzec, ze true blood to mila odskocznia od grey's anatomy, bo przez cala serie chlipnelam moze raz, ale za to z 6 razy piszczalam, a przy ostatnim morderstwie (rzekomej) fang bangerki zaslanialam oczy. a przez mniej wiecej pierwsze dwa odcinki chichotalam radosnie, bo true blood is so much like twilight. so much. bo jest wampajer grany przez brytyjskiego aktora i niewinna niewiasta, ktora jest inna niz wszystkie, i zakochany w niewiescie mezczyzna zamieniajacy sie w psa, i 'i feel very protective of you' => 'u know i'm here to protect u', i czytanie w myslach i w ogole, pewnie dlatego tak bardzo mi sie podobalo (zanosze sie chichotem).
a kilka dnia temu, przez przypadek, widzialam odcinek serialu 'the mentalist', od ktorego wczesniej odrzucal mnie opis 'serial thriller' i stwierdzam, ze sprawie trzeba sie lepiej przyjrzec, bo nie ma nic bardziej trzymajacego przy zyciu niz seriale kryminalne (wspominalam juz kiedys o mojej slabosci nawet do 'silent witness'? nie wspominajac o 'crossing jordan' <3).
wniosek jest taki, ze kiedy brak czasu/sil na przezywanie wlasnego zycia, ogladanie seriali nie zawiedzie.
a przynajmniej skutecznie odwroci uwage od rzeczy, ktore trzeba zrobic ;)
(na blogspocie jako przyklad tagow, ktore mozna wpisac pod notka widnieja skutery i wakacje. na blog peel przepisy i kuchnia. hilarious.)
<koniec anegdotki zamykajacej>
ps NIE WIERZE. ostatni blogoogladacz, ktory zapisal sie w statystykach byl uzytkownikiem linuxa i trafil tu szukajac w googlach frazy żarty matematyczne. nie.wierze.
published: 2009-05-31 01:37:08
skomentuj(2)
|